Przejdź do głównej zawartości

Jak smakuje whisky Golden Loch? #whisky #1


To whisky "kultowa", znienawidzona i uwielbiana zarazem; obiekt kpin, żartów, niewybrednych komentarzy, a z drugiej strony... pełnoprawna szkocka, która dla wielu była zapewne pierwszym zetknięciem ze światem starzonych alkoholi. Ja spróbowałem jej dopiero rok temu i... zaraz podzielę się wrażeniami po kolejnej degustacji.
Golden Loch fot. Whisky, Hop & Wine

Barwa: 
bursztyn, wiadomo - karmel.

Zapach: 
zbożowo, alkoholowo, lekka nuta karmelu, może odrobina cytrusów. Nic specjalnego, ale też brak aromatów, które można uznać za coś odrzucającego. Jest zwyczajnie, bardzo banalnie, tanio. Żadnych rewelacji.

Smak: 
alkoholowe uderzenie, pieprzność, która dość długo utrzymuje się w ustach (i daje też coś na kształt palącego finiszu). Rozgrzewa, ale po kilku chwilach pojawia się lekka karmelowość, nawet przyjemna słodycz, zbożowość.

Jak więc smakuje? Jak tania whisky, jak zwyczajna whisky, jak whisky, która idealnie nadaje się do picia ze sporą ilością lodu lub colą.

Budżetowe trunki mają się na naszym rynku świetnie, a część z nich o zachowuje dość przyzwoity poziom. Golden Loch jest tego  doskonałym przykładem. Oczywiście jeśli bierzemy pod uwagę najniższy segment tego typu destylatów, po którym nikt nie spodziewa się zbyt wiele. Ot, tania whisky, by zobaczyć, jak MNIEJ WIĘCEJ smakuje tego typu alkohol.

Choć w swoim życiu spróbowałem już około stu pozycji ze świata whisky (niebawem na łamach bloga pojawi się sporo nowych tekstów), myślę, że Złota Locha, jak zwykło się nazywać whisky Golden Loch, do najgorszych nie należy. Oczywiście, nie może się równać z większością znanych mi single malt, ale z wieloma blendami... już tak. Tym bardziej, że gdyby spojrzeć nie tylko na jakość, ale i półkę cenową, zbliża się ona powoli do dość znanych na rynku pozycji, a część już chyba przebiła.

Ocena:
3/10
Da się pić (sugeruję raczej z lodem / colą).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Isla Negra Exclusive Edition Reserva Carmenère 2020. Recenzja

Oj, jest bardzo dobrze. Może nie rewelacyjnie, wszak Isla Negra w dalszym ciągu pozostaje winem dostępnym za kilkanaście złotych, ale najnowszy rocznik zdecydowanie jest warty uwagi. Po raz pierwszy zetknąłem się z tą serią jakieś dwa lata temu i byłem zdziwiony, że za taki niewielkie pieniądze można dostać wino pijalne, oferujące przyzwoity stosunek ceny do jakości. Pod warunkiem, że bierzemy pod uwagę wina w zakresie cenowym 10-30 zł. Było znośnie, trunek miał dość spójną strukturę, owocową dominantę z taniczną nutką w tle. Za te 16 ziko ujdzie. Tym razem jest lepiej. Nos i usta dość spójne, więc opiszę wszystko w jednym akapicie. Właściwie powinny wystarczyć dwa słowa: Sok porzeczkowy. No, może w nosie bardziej liście porzeczki i odrobina wiśni, ale w ustach dominują czarne owoce. Jest fajnie, owocowo, wino jest w miarę krągłe i bardzo pijalne, choć końcówka wydała mi się lekko przyciężkawa. Alkohol, mimo iż mamy tu ponad 13% jest dobrze ukryty. Czuć młodość wina i fakt, że zostało ...

Trzy małpki w kieliszku, czyli jak smakuje słynny blended malt Monkey Shoulder - recenzja - #whisky #3

Dziś w moim kieliszku gości słynna Mon-key Shoulder, jedna z najpopularniejszych whisky typu blended malt na rynku światowym. Obecna jest na rynku od kilkunastu lat i jeśli się nie mylę, zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się whisky słodowych.  Czy jest tak smaczna, jak mówią? Sprawdziłem! Barwa: jasnobursztynowa, słomiana, jasna. W nosie łagodnie, cytrusowo (skórka cytryny i grapefruita), dość słodko i zbożowo. Obecna jest lekka nuta karmelu, dębina i wanilia, trochę akcentów trawiastych, mokrych liści. Po chwili dochodzą do głosu nuty gotowanych jabłek, lekka gruszka i niezbyt lubiany przeze mnie lakier, który na szczęście nie przykrywa innych aromatów. Przyjemnie, nic się nie wybija, nic nie dominuje, ale wszystko tworzy dość spójną całość. Alkohol lekko wyczuwalny, ale w żaden sposób nie poczytałbym tego jako wady.. To tylko 40%. Dość dobrze ukryty. 8/10 W ustach początkowo bardzo łagodna, słodka, karmelow...

Paul Sapin Domaine Peiriere Chardonnay Reserve od Duży Ben. Recenzja: Daje radę!

Kolejne wino z portfolio sklepów Duży Ben. Tym razem biel, do której powoli zaczynam się przekonywać. Tym bardziej, że temperatura za oknem sprawia, że topię się niczym ser na toście… Butelka mała, pojemność 0,187l, ponieważ przy okazji był to test asortymentu dla zaprzyjaźnionej susharni. Coś czuję, że polecę im tę propozycję. Nos prezentuje się bardzo dobrze , aromat jest lekki, przyjemny, bardzo subtelny. Cytrusy, zwłaszcza limonka, białe kwiaty, delikatny akcent maślanych bułeczek. Nieco mineralne. Jest ok, tym bardziej, że cena bajecznie niska, także w przypadku “pełnej pojemności”. W ustach dominują cytrusy, brzoskwinie, jest odrobina ananasa. I lekko kremowa nuta. Fajne, proste wino za dobre pieniądze. 3/5, nic spektakularnego, ale moim zdaniem warto. Nazwa: Domaine Peiriere Chardonnay Reserve Producent: Paul Sapin Szczep: Chardonnay Rocznik: 2020 Kraj, region: Francja, Langwedocja-Rousillion, Apelacja: Pays d’OC Zakup: Duży Ben Cena: ok 8 zł